“Big Sur – już bardziej kalifornijsko być nie może” WPK cz. 16

Big Sur
Powoli dobiegamy do końca naszego kalifornijskiego tripa. Pod koniec trzymaliśmy się głównie wybrzeża Kalifornii, a to oznacza przejażdżkę przez piękne i popularne Big Sur – jedno z kalifornijskich must see (zdecydowanie się z tym zgadzam).

Nadszedł czas opuścić nasz ulubiony camping (spędziliśmy nań 7 dni!) i ruszyć ku dalszej przygodzie. Kierunek południe, a dokładnie Los Angeles. Mieliśmy jednak do niego jakieś 340 mil, więc oczywista sprawa, że po drodze trzeba było sobie znaleźć jakieś atrakcje.

Big Sur

Nie planowaliśmy jakiegoś konkretnego zwiedzania, jedynie przejazd słynną drogą numer jeden, która położona jest wzdłuż wybrzeża. Region Big Sur ciągnie się około 140km, od Carmel do San Simeon. To przepiękne widoki, urwiste zbocza, malownicze mosty i tak dalej i tak dalej. Nie lubię pisać o widokach, żaden ze mnie poeta. Jeżeli chcesz zobaczyć o czym mówię, to zapraszam do obejrzenia mojego filmiku, gdzie zobaczysz widoczki albo obczaj zdjęcia poniżej. W skrócie, jeżeli chcesz zobaczyć i poczuć nadmorską esencję Kalifornii, to to właśnie tam to zrobisz. 😀 To miejsce zdecydowanie nieprzereklamowane, właściwie rzadko kiedy natura jest przereklamowana….

Big Sur
Big Sur

Naczelna i najważniejsza kwestia, zanim wjedziesz na ten piękny, acz słabo zaludniony teren, jest zatankowanie do pełna samochodu!! Na trasie stacje benzynowe są rzadko, a jak już są, to 2 razy droższe! Mówię to z własnego doświadczenia, bo na oparach dojechaliśmy do stacji, gdzie galon kosztował ponad 6 dolców, a średnia cena jaką zwykle płaciliśmy wynosiła ok, $3,5. Zatankowaliśmy za 10 zielonych, akurat tyle, aby starczyło do kolejnej, już tańszej stacji… Brawka dla nas.

Wydaje mi się, że chyba lepiej jechać na południe, niż na północ. Głównie dlatego, gdyż jadąc na południe, nasz pas jest od strony oceanu, no i łatwiej dostać się na zatoczki widokowe (które pojawiają się bardzo często). Jeżeli już jesteśmy przy zatoczkach, to warto wspomnieć, że czas przejazdu podany przez GPS, na pewno będzie dłuższy w rzeczywistości. Nie, to nie przez korki, tylko przez piękne widoki i zatoczki, na których będziecie się zatrzymywać w celu obczajenia ładnych miejscówek, sfotografowania i może kontemplowania. Dlatego warto mieć to na uwadze podczas logistycznego planowania dnia.

Wspomnę jeszcze, że warto zwrócić uwagę na pogodę. Pomimo że to Kalifornia, to nadmorskie tereny rządzą się swoimi prawami i nierzadkim zjawiskiem są tam mgły. Mgły = nic nie widać. Big Sur się robi dla widoków, dlatego wybierz pogodę mądrze…

Albo raczej niech ładna pogoda wybierze ciebie…

Wrócę jeszcze do tych zatoczek… W większości miejsc nie mieliśmy problemów z parkowaniem, ale np. przy McWay Falls, to już może być wyzwanie. Ogólnie dość łatwo pominąć tę miejscówkę, bo jest mało widoczna z drogi (ale z zatoczki już widać – zdjęcie poniżej). Znajduje się tam też płatny parking, ale kto by chciał płacić. Zatoczki lepsze XD .

Big Sur McWay Falls

Na południowym końcu/początku Big Sur (i też niedaleko Hearst Castle) znajduje się Elephant Seal Vista Point. Czyli punkt widokowy na słonie morskie wylegujące się leniwie na plaży. Fanom klusek serdecznie polecam. Obok znajduje się duży parking, więc miejsce znajdzie się dla każdego 🙂

Big Sur - Elephant Seal Vista Point
Share

3 komentarze

  1. 26 grudnia, 2019

    […] tego samego dnia, co zrobiliśmy Big Sur, wybraliśmy się do Hearst Castle. Nie do końca znałam jego historię, kojarzyłam tylko z […]

  2. 29 grudnia, 2019

    […] przejechaniu Big Sur i wizycie w Hearst Castle, zatrzymaliśmy się w całkiem przyjaznym motelu, w jakże nieprzyjaznej […]

  3. 30 kwietnia, 2020

    […] również często, ze względu zaczynającą się nieopodal słynną kalifornijską drogę Big Sur. Warto też wspomnieć, że to w tym mieście toczy się akcja popularnego serialu Big Little Lies […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *