“Świat Harrego Pottera – wizyta w Universal Studios Hollywood”

Swiat Harrego Pottera - Hogwart
Wizyta w Universal Studios Hollywood, była dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem. Odwiedziny tego miejsca, były pierwszym i najpewniejszym punktem naszego kalifornijskiego road trip’a. Dlaczego? BO JEST TAM ŚWIAT HARREGO POTTERA!!!

Wizytę w Universal Studios Hollywoodm zaplanowaliśmy na środę, dwa dni przed wylotem do Polski. We wtorek mieliśmy oddać wypożyczony samochód, który i tak pozostał w naszym posiadaniu o 4 dni dłużej, niż planowaliśmy. Ze względu na wcześniejsze przeboje z autem, firma wypożyczająca, w ramach rekompensaty, zaoferowała nam parę gratisowych dni.

Do Universal Studios, mieliśmy zatem wybrać się transportem miejskim… z Anaheim… Każdy, kto mieszka w LA albo miał okazję zapoznać się z tutejszymi miejskimi podróżami, pewnie właśnie parsknął śmiechem. Ale posłuchajcie.

We wtorek z rana, postanowiłam obczaić sposób, w jaki mamy się dostać do Universal’a, do którego mieliśmy jakieś 30 km. Po wpisaniu lokalizacji, otrzymałam informację, że podróż do miejsca docelowego zajmie nam ponad 8 godzin… Zaraz, zaraz, czy ja kliknęłam, że chcę się tam dostać na piechotę? Nie, wszystko było w porządku, miałam wciśniętą ikonkę z transportem miejskim. Przyjrzałam się dokładnie trasie a tam: Idź 2 km tu, weź autobus, potem weź kolejny, zamów Uber’a i dojedź na ten przystanek, aby wziąć kolejny autobus… WTF!

Postanowiłam sprawdzić ceny Uber’a. Około 60 dolców w jedną stronę. Szybka matematyka, wycieczka do Universal’a to koszt co najmniej $120, plus musimy odwieźć auto do wypożyczalni i wrócić do hotelu, czyli kolejne $60, no a w piątek dostać się na lotnisko i znowu kasa leci. Nie pozostało nic innego jak prędko zadzwonić do firmy wypożyczającej i przedłużyć rent do piątku.

W LA PO PROSTU TRZEBA MIEĆ SAMOCHÓD.

W LA NALEŻY RÓWNIEŻ, ZAWSZE DOLICZAĆ DODATKOWY CZAS, DO ESTYMOWANEGO CZASU TWOJEJ PODRÓŻY. KOREK TO JEST STAŁY MIESZKANIEC TEJ AGLOMERACJI.

Do Universal Studios Hollywood, jechaliśmy ponad 2 godziny, a wyruszyliśmy przed 7.00.

UNIVERSAL STUDIOS HOLLYWOOD

Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, przywitała nas tam prawie 30-to dolarowa opłata za całodniowy parking… Ale są i droższe opcje, np. 50 dolców. Polecam zapamiętać, gdzie się zaparkowało, bo my tego nie zrobiliśmy i gdy wracaliśmy, szukaliśmy naszego auta przez jakieś 40 minut.

Po wyjściu z parkingu, ląduje się na pasażu handlowym o nazwie Universal CityWalk. To darmowa część kompleksu, pełna w sklepy i restauracje. Jeżeli, ktoś nie chce płacić za bilet wstępu, a ma ochotę kupić pamiątki związane z Universal’em i filmami (Harry Potter, Transformers itp), to to jest dobre miejsce.

Bilety kupuje się online albo na miejscu. Bardziej opłaca się online, bo są tańsze. My kupiliśmy podstawowe bilety, na konkretny dzień – $109 sztuka, plus podatek.

Gdy dotarliśmy pod bramy parku, ukazała się przed nami dosyć znana z wyglądu fontanna Universal Studios i nie tak długa kolejka do wejścia.

Fontanna Universal Studios Hollywood

Podobnie jak w Disneyland, ściągnęliśmy aplikację Universal’a, gdzie mieliśmy mapkę, z aktualizowaną informacją, ile trzeba czekać w kolejce do danej atrakcji. Kolejki były o niebo krótsze, niż te w Disneylandzie. Zaraz po przekroczeniu bram wejściowych, pognaliśmy w jedynym słusznym kierunku…

Świat Harrego Pottera – The Wizarding World of Harry Potter

Jestem ogromnym fanem Harrego Pottera. Każdą część przeczytałam z 10 razy, filmy też wiele razy przeleciałam (każdy wie, że nie dorastają książkom do pięt). Miałam szczęście dorastać z HP, wtedy wychodziły książki i filmy, dlatego jestem bardzo emocjonalnie związana :P.

Kiedy przekroczyliśmy bramę, którą świat Harrego Pottera jest oddzielony od reszty parku, myślałam, że padnę ze szczęścia. Wchodzimy do Hogsmeade, dachy domków pokryte śniegiem, zaraz obok stoi pociąg do Hogwartu, a w tle rozbrzmiewa muzyka znana z filmów HP.

Przechadzamy się uliczką. Sklep z różdżkami Olivander’a, sklep Zonka z magicznymi psikusami, Pub Pod Trzema Miotłami – jest wszystko! Dużo gości, kupiło sobie Hogwartowe szaty i pomykało tak po parku. Mnie też kusiło, ale zadowoliłam się czapką kapitana drużyny Slytherin’u w Quidditch. Sklepy są pełne gadżetów, możesz kupić wszystko, sweterki, różdżki, miotły, szaty, notatniki, pluszaki, łańcuszki, słodycze…

świat Harrego Pottera - czapka Slytherin

Mijamy stragan z kremowym piwem. BIERĘ! 7 dolców, trudno. Potem na koniec dnia wzięłam jeszcze jedno. Nie żeby było jakieś super smaczne, ale jak często w życiu odwiedzasz świat Harrego Pottera i masz okazję napić się tam kremowego piwa?! No właśnie… 😛

kremowe piwo - świat Harrego Pottera

Harry Potter and the Fobidden Journey

Po pierwszej obczajce tego, co świat Harrego Pottera miał do zaoferowania, ruszyliśmy ku jego głównej atrakcji – Harry Potter and the Fobidden Journey, która znajduje się nie gdzie indziej, jak w samym zamku Hogwartu!!! Nie dość, że sama przejażdżka jest odlotowa, to jeszcze wystrój zamku w środku, powali pewnie niejednego fana na kolana. Znajdziemy tam klasę, w której bohaterowie uczyli się obrony przed czarną magią, gabinet Dumbledore’a, korytarze pełne Harry Potter’owych smaczków, jak – gadająca tiara przydziału, Zwierciadło Ain Eingarp, poruszające się obrazy ( w tym Gruba Dama – wejście do domu Gryffindor’a), naczynia wskazujące ile punktów zdobyły domy i wiele wiele innych.

Świat Harrego Pottera - tiara przydziału
Świat Harrego Pottera - obrazy
Świat Harrego Pottera -Zwierciadło Ain Eingarp

Sama przejażdżka polega na tym, że lecimy sobie za Harry’m, który pokazuje nam trochę Hogwartu. Oczywiście w między czasie coś idzie nie tak i lądujemy w Zakazanym Lesie. Ta część doprowadziła mnie do łez ze strachu, bo było tam pełno olbrzymich pająków, które były dosłownie ode mnie parę centymetrów. Ja się się strasznie boję pająków. xD Zostaliśmy też zaatakowani przez dementorów. Kawałek przejażdżki szedł też przez boisko do Quidditch’a, więc otrzymaliśmy prawie cały świat Harrego Pottera w pigułce. Tak mi się spodobało, że poszłam przejechać się w sumie 3 razy. Na część pająkową zamknęłam oczy :P. Tego dnia kolejki były malutkie – max 10 minut. Mieliśmy ogromne szczęście, bo w sezonie czas oczekiwania, może wynosić i 3 godziny… (my byliśmy tam na początku października, w środę)

Świat Harrego Pottera - Hogwart

Kolejna atrakcja do zaliczenia nazywała się Flight Of The Hippogriff. Mały, spokojny rollercoaster, raczej dla młodszej części publiczności. Kolejka zerowa, mogliśmy sobie wybrać miejsca.

Była jednak jedna rzecz, którą świat Harrego Pottera mnie nie zachwycił…

Ollivanders – sklep z różdżkami

Sklep z różdżkami, to była trzecia i ostatnia atrakcja, do której trzeba kolejkować w świecie HP. Staliśmy w wężyku ponad 40 minut! Gdybyśmy wiedzieli, na czym to polegało, to zaoszczędzilibyśmy czas, bo byśmy się tam nie wybrali. Do sklepu wpuszczali około 20 osób na raz. Pani czarodziejka, po wejściu, bacznie się nam przyglądała, po czym wybrała jedną osobę -dziewczynkę. Było to, w skrócie pisząc, przedstawienie wybrania odpowiedniej różdżki. Identyko jak na filmie. Najpierw dała dziewczynce jedną różdżkę, którą kazała przetestować. Niestety ta nie była odpowiednia, bo po machnięciu popsuła się półka z różdżkami, druga też była nieodpowiednia i dopiero trzecia sprawiła, że dziewczynka miała wiatr we włosach i rzucono na nią pomarańczowe, jasne światło. Na koniec dziewczynka dostała różdżkę za darmo. Także nie polecam.

świat Harrego Pottera - rozdzki

Mi, na otarcie “łez”, Andy kupił różdżkę śmierciożercy 😛 To nie jest tania sprawa, bo ceny oscylowały wokoło 50 dolców. No ale raz się żyje, niektóre różdżki miały całkiem wypasione wzory! Moja to czwarta od góry.

świat Harrego Pottera - różdżki

W sprzedaży, były też różdżki interaktywne. Na terenie Hogsmeade, znajdowały się punkty, które wchodziły w interakcje z różdżkami. Po wykonaniu odpowiednich ruchów, otwierały się np. zawiasy bramy, czy coś się działo na wystawie sklepowej.

Późniejszą porą, trafiliśmy na pokaz związany z Turniejem Trójmagicznym. Reprezentanci szkół z Beauxbatons i Durmstrang, fikali sobie na scenie, pokazując swe talenty. Dobra, koniec! Świat Harrego Pottera zostawiamy za sobą, bo Universal ma jeszcze inne atrakcje!

SPRINGFIELD

Springfield

Po emocjonujących wrażeniach, jakie zaprezentował nam świat Harrego Pottera, nadszedł czas na jakąś szamę. Wybór padł na ogromnego donuta w Lard Lad Donuts, w świecie Simpsonów – Springfield. Pączek był przepyszny, świeżutki, kosztował jakieś 7 dolców i sam Homer by mi go pozazdrościł.

ja i wielki donut

W Springfield znajdowała się jedna przejażdżka o nazwie The Simpsons Ride, do której kolejka była najdłuższa w całym parku – jakieś 50 minut. Atrakcja polegała na tym, że siadamy przed ekranem w wagoniku, który porusza się i trzęsie odpowiednio do sytuacji na ekranie. Bardzo dużo tego typu przejażdżek jest w Universalu. Nawet ta w HP, w dużej mierze polegała na ekranach. Nie jest to złe, wszystko jest idealnie przygotowane, więc ma się wrażenie, jakby faktycznie się siedziało na normalnym roller coaster’ze. Jeżeli ktoś jest ciekawy, jak to wyglądało u Simpsonów – to tutaj, ktoś wrzucił animację.

Krusty Land - The Simpsons
Police Station - The Simpsons

STUDIO TOUR

Czas na klasyczną atrakcję Universal Studios Hollywood – Studio Tour. Czyli przejażdżka po Universal Studios, planach filmowych itp. Cała wycieczka trwa około godziny i odbywa się w otwartych, zadaszonych wagonikach.

wagonik - Studio Tour

Przewodnikiem wycieczki jest kierowca wagoników, którego słyszymy i widzimy na ekranach rozlokowanych w pojeździe. Zjeżdżając do Universal Studios, mijaliśmy plakaty filmów wyprodukowanych przez tę wytwórnię, od najstarszych do najnowszych. Dorobek robi wrażenie. Zaraz po wjedzie na teren, zobaczyliśmy stage, gdzie nagrywają The Voice (amerykańską wersję ofc 😛 ). Potem wycieczka wiodła nas po specjalnie wybudowanych setach, które miały przypominać np. Nowy York, westernowe miasteczko albo typowe amerykańskie sąsiedztwo. Przejeżdżaliśmy obok różnych hal, przy których przewodnik mówił, jakie filmy były w nich kręcone. W niektórych miejscach trzeba było być cicho, bo akurat coś nagrywali.

Mieliśmy okazję zobaczyć słynne samochody z wielu znanych filmów jak Knight Rider, Powrót Do Przeszłości, Flinstones, czy Szybcy i Wściekli. Widzieliśmy też element planu filmowego z Wojny Światów, gdzie leżał rozwalony samolot i stały zrujnowane domy.

Studio Tour samolot
Studio Tour - rozwalony dom

W niektórych miejscach pokazywano nam, w jaki sposób niektóre sceny z filmów były kręcone oraz efekty specjalne. Wywoływano deszcz, który potem obracał się w rwący potok i to wszystko na naszych oczach. Hollywood ma naprawdę niesamowite sposoby! Na tym filmiku, ktoś nakręcił cały Studio Tour. W minucie 18:50, możecie zobaczyć deszcz, a potem dziki potok.

Nie zabrakło również dreszczyku emocji. Na terenie stworzono trzy specjalne atrakcje, dla odwiedzających. Jedna nawiązuje do Jurassic Park, wjechaliśmy do ciemniej hali i po założeniu okularów 3D, zaczął się show. Dinozaury atakowały nas z każdej strony, wskakiwały na wagonik, a nasz pojazd oczywiście trząsł się niemiłosiernie. Mega efekty! Mega!

W kolejnej hali, przypominającej stację metra, spadały na nas tiry i przy okazji powstała powódź. Nie cackają się w tańcu! Trzecia atrakcja dotyczyła filmu Szybkich i Wściekłych, gdzie braliśmy udział w szalonym rajdzie, typowym dla Fast & Furious.

Jurassic World i Transformers

Universal Studios rozlokowane jest na dwóch poziomach, które połączone są ruchomymi schodami. Biada jak schody pod górkę wysiądą, bo jest ich aż 4 poziomy. Dół parku należy do Jurassic World, Transformers i do Mumii.

Jako pierwszą, zaliczyliśmy przejażdżkę o nazwie Revenge of the Mummy. Dosyć krótki rollercoaster, z długimi kolejkami 😛 . Ale bardzo efektywny. Na zewnątrz stoją Faraonowie na szczudłach zapraszając do wspólnych fotek.

Potem skierowaliśmy się ku części Transformersowej. Sklepy oczywiście były pełne najróżniejszych gadżetów. Dobrze, że faza na Transformers, przeszła mi jakieś 10 lat temu, bo inaczej mój portfel były biedny. Na ulicy stały duże, szczegółowo wykonane i poruszające się roboty. Najpierw widziałam Bumblebee, a potem zmienili go na jakiegoś Decepticona. Główna atrakcja transformersowej krainy bazowała na ekranach i technologii 3D. Znowu nami wytrzęsło i poniewierało, ale efekty były super.

Nadszedł czas na wodną przejażdżkę prosto z Jurassic World. Zaczyna się przyjaźnie. Wpływamy sobie do Jurassic Parku, podziwiać dinozaurowe okazy, żeby za chwilę zobaczyć ściany we krwi i pazurach, bo o to Tyranozaur Rex, uciekł z klatki i zamierza wprowadzić swoje porządki. To nowa atrakcja, bo otworzono ją w lipcu 2019. Tutaj możecie zobaczyć, jak to wyglądało.

Back to the top

Potem powróciliśmy do górnej części parku. Zaliczyliśmy Minionkową atrakcję, którą podobno będą niebawem zamykać… A potem poszliśmy przejść się atrakcją z The Walking Dead. Weszliśmy na odział totalnie opanowany przez zombiaków. Naszym zadaniem było przejść na drugą stronę, do wyjścia, ale nie było to najprzyjemniejsze zadanie, bo z każdej strony atakowały nas nieumarlaki. Zombiakami byli oczywiście ucharakteryzowani aktorzy, ale mroczny klimat sprawiał, że człowiek czasem o tym zapominał.

The Walking Dead doors

Na koniec, całkiem przypadkiem, trafiliśmy na show o nazwie Waterworld: A Live Sea War Spectacular. Przedstawienie w którym grali głównie kaskaderowie, więc pokaz był pełen wybuchów, walk, wypadków i spadków. Co jakiś czas, publiczność obrywała kubłami wody, więc pierwsze rzędy były przemoczone do suchej nitki. My całe szczęście siedzieliśmy na górze. 😀

Waterworld: A Live Sea War Spectacular

PODSUMOWANIE

Universal Studios Hollywood, to super doświadczenie. Podobało mi się tam bardziej, niż w Disneyland’zie, ze względu na brak dzikich tłumów. Aczkolwiek w miesiącach letnich, nadmierna ilość ludzi też tam daje do wiwatu. My byliśmy w październiku, w środku tygodnia, więc to wydaje się idealny czas na taką wycieczkę.

Park jest średniej wielkości, dzięki czemu dosyć łatwo jest zaliczyć wszystkie jego atrakcje jednego dnia. Nie jest on tak odpicowany i dopracowany jak Disneyland, ale komu to potrzebne. Jest ładnie i przyjemnie dla oka – tyle wystarczy.

Przejażdżki nie są specjalnie straszne, ani szalone, więc dla fanów mocniejszych wrażeń, może być to trochę mało. Atrakcje są świetnie zaprojektowane, ale na próżno szukać jazdy do góry nogami i darcia przysłowiowej japy (no chyba, że ktoś jest specjalnie wrażliwy). Cieżko się jednak tego czepiać, bo nie taki cel jest tego parku. Tu głównie chodzi o spotkanie z filmem i poznanie trochę tego hollywoodzkiego uniwersum i to wyszło im w tym parku doskonale!

Czy odwiedziłabym ponownie? ZDECYDOWANIE. Zwłaszcza, ze względu na świat Harrego Pottera 😀 .

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *