Pierwsze wrażenia z Vancouver

Ponad dwa tygodnie za nami, pojawiły się więc pierwsze spostrzeżenia i wrażenia (ale nie dwa – trochę więcej). Vancouver oddalone jest od Polski kilka tysięcy kilometrów, więc musi się trochę różnić od tego, co nam znane na miejscu. Między Gdynią, a Van jest 7926 km!!! 😮 Jeżeli jesteś ciekaw/a cóż takiego zaobserwowałam, to zapraszam niżej 🙂

 

1. Vancouver jest przepięknie położone – ja wiem, że już o tym pisałam, ale nie mogę się powstrzymać. Ocean i góry, góry i ocean. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Samo centrum Van jest również ciekawe położone – na małym półwyspie, z trzech stron woda, z dużym parkiem na zachodnim końcu. Nigdy nie przestanę się zachwycać. Pewnie przeczytacie o tym jeszcze nie raz. Sorry :).

2. Ludzie są tutaj bardzo mili – idąc ulicą, jak załapiesz z kimś kontakt wzrokowy, to jest duże prawdopodobieństwo, że ten ktoś się do Ciebie uśmiechnie. Ostatnio śmieliśmy się z Andym, że będziemy musieli popracować nad uśmiechem, bo póki co, to wykrzywiamy zaciśnięte usta w dziwnej pozie :P. Ludzie potrafią do Ciebie podejść i zagadać, że masz fajną sukienkę albo stojąc w tej samej alejce sklepowej, wymienić uwagi na temat ryżu. Wszyscy za wszystko się przepraszają, przytrzymują Ci drzwi, pomimo, że znajdujesz się od nich jeszcze w dość dużej odległości. My musimy się jeszcze trochę tych wszystkich grzeczności ‘how are u’, ‘how’s it going’ nauczyć, bo póki co możemy się wydawać gburowaci.

3. Bardzo dużo bezdomnych – jednego dnia widzimy tutaj więcej bezdomnych, niż w przeciągu całego roku w Polsce. Na chodniku w samym centrum, na ławce w parku, na trawce, pod sklepem – wszędzie. Co prawda nie są oni podobno niebezpieczni, nawet nie zaczepiają przechodniów za bardzo, ale i tak jest to dla nas trochę niezrozumiałe zjawisko. Podobno w Van jest ich szczególnie dużo, bo są tutaj dość “ciepłe” zimy, w porównaniu z większymi miastami w innych częściach Kanady, więc nadciągają oni tutaj z całego kraju.

4. Mało Kanadyjczyków – mało Kanadyjczyków w tej Kanadzie, takich wiecie, z amełykan eksent (amerykański akcenty, jakby co)Na ulicach przeważają Azjaci, niemało tu też Hindusów, a kanadyjskich obywateli jakby brak. Nawet jak słyszy się, że angielski jest kogoś pierwszym językiem, to okazuje się, że to Brytyjczyk, Irlandczyk, czy inny Nowo Zelandczyk. Where is Wallie aka Kanadyjczyk??

5. Amerykanin Kanadyjski nie jest gruby – tak, dokładnie, to ich sąsiedzi na południu mają problem z nadwagą, ale nie oni. Serio, nie zauważyłam jeszcze tutaj takiej konkretnie otyłej osoby (może jestem zbyt  krótko). W Stanach np. zobaczyłam pierwszy raz na oczęta, osoby tak otyłe, że musiały się poruszać na wózku. A może tak jest tylko w Vancouver? Piękne widoczki, trasy rowerowe, góry na wyciągnięcie ręki wzywają wręcz do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Mam też drugą koncepcję dlaczego tak się dzieje, o niej w kolejnym punkcie. Tak trzymaj Kanado lub Vankuwerku!

6. Fast Food’y są tu niesmaczne! – wydaje się, że Ameryka to kolebka junk food’ów, więc co jak co, ale oni powinni być na poziomie wyżej, niż cała reszta świata. Ale nie są. Jakościowo są do pupy. Wiem, że ciężko mówić o jakości, jeżeli chodzi o “śmieciowe żarcie”, ale jak porówna się np. tutejszego Subway’a z Europejskim, to ten nasz, bije amerykańskiego na kolana. Ja bardzo nad tym ubolewam, bo jestem koneserem maców i innych takich :P. Andy wspomina, że w Nowej Zelandii, czy Australii też fast foody są niesmaczne i w Polsce dopiero polubił te wszystkie miejscówy. Europa dobrym fast foodem płynąca. Mniam!

7. Jedzenie z filmów – uwielbiam wchodzić tutaj do sklepów i supermarketów z żywnością. Mają tu te wszyyyystkie rzeczy, które znane są nam z filmów, czy innych amerykańskich produkcji. Ja się jaram <3.

8. 10 lat za Europąjak nie więcej, jeżeli chodzi o bankowość, internety, czy ofertę telefonii komórkowej. Tak, tak, nowoczesne Skyscrapery to nie wszystko. Znaleźć darmowe konto w banku to dość ciężki research, my znaleźliśmy tylko jedno dla nowo przybyłych i to darmowe tylko przez rok. Ogólnie przeglądając oferty banków, natykaliśmy się na takie rzeczy jak limity miesięczne przelewów, wypłat z bankomatów… czy ktoś pamięta jeszcze czeki? Ja w Polsce ostatni widziałam chyba 20 lat temu, a tutaj są one na porządku dziennym. Za wynajem płacisz w czekach, wypłatę też w wielu miejscach dostajesz w czekach. Czy to jest wgl bezpieczne? Od razu przypomina mi się DiCaprio w “Złap mnie jeśli potrafisz”.

Oferta na telefon, to też śmieszna historia. Ogółem taryfy są mało atrakcyjne, a jak jakiś pakiet jest dobry, to kosztuje za dużo. W ofertach jako gratkę wpisują darmowe “Icoming Calls”, czyli, że nie musisz płacić jak ktoś do Ciebie dzwoni. Dziwne nie? Z jakiej racji osoba odbierająca telefon, w swoim kraju, ma za cokolwiek płacić. Ja płacę około 16$ miesięcznie i mam 100 darmowych minut do innych, nielimitowane smsy, nielimitowane darmowe odbieranie telefonów (haha) i 250mb internetu (to jest chyba najtańsza oferta ze wszystkich sieci). Sami wiecie ile u nas można mieć za tę samą kasę. Mnie serce boli, bo telefon dla mnie to ważna rzecz.

To tyle! Mam nadzieję, że nie za słodko, ale też nie za gorzko.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *