Wycieczka po Kalifornii cz. 5 “Zwiedzamy Joshua Tree National Park”

joshua national park
Po kolejnej nieprzespanej nocy, nadszedł w końcu czas na konkretne zwiedzanie – jedziemy do Joshua Tree National Park. Pustynne widoki, przeróżne skalne formacje i niedziałający samochód – to czekało nas nadchodzącego dnia.

Z rana zebraliśmy manatki i udaliśmy się w kierunku Joshua Tree National Park. Nie mieliśmy daleko, bo spaliśmy z 2 kilometry od oficjalnego wejścia do parku. Nasz samochód po burzliwej nocy, był cały uwalony piachem i pyłem, że aż wstyd było się do niego przyznać 😛 . Auto było w takim stanie, że na polskich drogach, szybko ktoś napisałby palcem na nim ‘BRUD’. Tym razem prowadził Andy. Uznaliśmy, że to będzie najlepsze miejsce, aby mógł sobie poćwiczyć, bo droga przez Park Narodowy Joshua Tree oznaczała 100 km prostej jazdy.

Cottonwood Visitor Center

Zaraz przy południowym wjeździe do parku znajduje się punkt informacyjny o nazwie Cottonwood Visitor Center, gdzie można zasięgnąć informacji, kupić pamiątki, skorzystać z toalety i opłacić wjazd.

Wstęp do parków narodowych jest najczęściej płatny, około $25-$30 za samochód. Jeżeli planuje się odwiedzić ich więcej, to opłaca się kupić kartę o nazwie “National Park Annual Pass”, która pozwala na roczny wstęp do wszystkich parków narodowych w USA – koszt $80 (w 2019).

Kupiliśmy magnesy oraz roczną wjazdówkę do wszystkich parków narodowych, a w zamian dostaliśmy gazetkę z mapą parku (w większości parków narodowych taką dają).

JOSHUA TREE NATIONAL PARK – ZWIEDZAMY!

Za pierwszy cel obraliśmy niedaleko oddaloną od Visitor Center miejscówkę o nazwie Cottonwood Spring. Byliśmy ciekawi jak na takim pustynnym terenie, prezentować się będzie się wodne źródełko. Dojeżdżając jednak na miejsce, okazało się, że tym źródełkiem była sucha dziura w ziemi… także ten 😀 . Ale ładne palmy tam rosły! I można było wybrać się na kilkukilometrowy trek, ale czterdziestostopniowa temperatura skutecznie nas do tego zniechęcała. 

Ruszyliśmy więc na północ. Tego dnia chcieliśmy przejechać cały park i przykampić na jego północnym końcu. Widoczki prezentowały się tak:

Joshua Tree National Park panorama
W tym miejscu padł nam znowu samochód, ale po chwili odpalił.
Joshua Tree National Park drzewa Jozuego
Joshua Tree National Park droga

Im dalej na północ, tym widoki stawały się coraz bardziej zróżnicowane. Naprawdę super było jechać pustą drogą, a dookoła roztaczała się pustynia, góry, wielkie kamienie oraz drzewa Jozuego (Joshua Tree).

Na drodze są co chwilę większe lub mniejsze zatoczki na których można się zatrzymać i porobić zdjęcia. Do większych “atrakcji” są zwykle kierunkowskazy, a przy nich parkingi.

Do tych większych atrakcji należy na przykład Cholla Cactus Garden. Kawałek obszaru porośnięty kaktusami, pomiędzy którymi wiedzie ścieżka. Po ziemi wala się wiele kłujących elementów kaktusów, dlatego warto wybrać się tam w pełnym obuwiu.

Joshua Tree National Park Cholla Cactus Garden
Joshua Tree National Park Cholla Cactus Garden
Joshua Tree National Park Cholla Cactus Garden

Gdy tak sobie przemierzaliśmy pustynne tereny pokryte krzaczorami, zauważyliśmy w oddali wielkie głazy. Podjarani sytuacją, zatrzymaliśmy się na poboczu (nawet nie na zatoczce) i polecieliśmy strzelać foty i włazić na nie jak małpy na bananowca. Andy dorobił się nawet takiej fotki:

Joshua Tree National Park Jumbo rock

Ja natomiast pozostałam głównie na dole, robić instagramerskie foty.

Joshua Tree National Park  zdjecie na drodze

Jeżeli jedziecie przez Joshua Tree National Park od południowej strony, to wiedzcie, że później są jeszcze lepsze, większe i w większych ilościach kamulce. Więc nie ma co zatrzymywać się, jak my, przy tych pierwszych.

Gdy skończyliśmy i wsiedliśmy do samochodu, nasze autko postanowiło nie odpalić już po raz trzeci tego dnia. Tym razem jednak, nie działało nic, prócz kontrolek. Gdy przekręcaliśmy kluczyk słychać było tylko ciche bzzzzz. Niestety nie odpalił on nawet po odczekaniu kilku minut, jak to było do tej pory.

Utknęliśmy na środku pustyni, przy skwarze sięgającym 43 stopni Celsjusza. A! No i nie mieliśmy zasięgu.

Przez chwilę siedzieliśmy tam, zadając sobie pytanie – dlaczego my?! Musimy być serio pechowcami, bo wypożyczając samochód, dali nam trzy auta do wyboru. A my musieliśmy wybrać właśnie to felerne. W głowie brzmiały słynne złote rady “Nie ma co wypożyczać samochodu w tanich, nieznanych firmach, bo potem stanie Ci samochód na pustkowiu i co zrobisz!” 😛

Ostatecznie okazało się, że nie jesteśmy aż takimi pechowcami, bo udało nam się znaleźć nieopodal troszeczkę zasięgu. Zaczęliśmy więc dzwonić do naszej firmy, ale ta nie odbierała, pomimo, że był to poniedziałek i ich godziny pracy… Za chwilę, przypomnieliśmy jednak sobie, że…

DZISIAJ JEST JAKIEŚ ŚWIĘTO, WIĘC SĄ NIECZYNNI.

Także, jednak jesteśmy pechowcami.

Zostawiliśmy im wiadomość głosową, z prośbą o szybki kontakt.

Po ponad 30 minutach, auto ponownie odpaliło! Stwierdziliśmy jednak, że tak to być nie może i będziemy dzwonić pod podany przez firmę numer alarmowy. Miał on być wykorzystywany w specjalnych okazjach, kiedy firma wypożyczająca nie odpowiada, a jest problem.

Zadzwoniliśmy tam i odebrali! Okazało się jednak, że są oni tylko firmą holującą do najbliższego mechanika… a, że nasze auto właściwie przed chwilą odpaliło, to mamy se jechać sami do naprawiacza.

No to co mieliśmy zrobić… Celem głównym było wydostanie się z tego pustkowia, bo jeżeli samochód ma znowu zdechnąć, to lepiej, żeby stało się to bliżej cywilizacji.

Na tym zakończyło się nasze zwiedzanie Joshua Tree National Park. Wszelkie atrakcje podziwialiśmy już tylko zza szyb samochodu, bo baliśmy się zatrzymywać.

Joshua Tree National Park
Joshua Tree National Park
Skull Rock

Joshua Tree

Gdy wyjechaliśmy już z Joshua Tree National Park i wjechaliśmy do miasteczka o podobnej nazwie, bo Joshua Tree, postanowiliśmy odwiedzić północną informację turystyczną tego parku. Chcieliśmy zapytać, czy wiedzą o jakimś otwartym w pobliżu mechaniku. Park Rangers okazali się bardzo pomocni, podzwonili tu i tam i podali nam adres korporacji wulkanizacyjnej, która jest na pewno czynna i może nam pomogą. Niestety, gdy tam dojechaliśmy, okazało się, że na dziś nie mają już miejsc, a sam przegląd samochodu to koszt $159. Wskazali nam jednak kolejny potencjalny adres, pod którym niestety jednak też nie potrafili nam pomóc, bo nie mieli odpowiedniego sprzętu.

Zdaliśmy sobie sprawę, że tego dnia nic nie załatwimy. Postanowiliśmy udać się ponownie w okolice informacji turystycznej, ponieważ dostrzegliśmy tam westernową budkę, w której można wziąć prysznic, 5 dolców za 7 minut. Oczywiście, jak to na pechowców przystało, okazało się, że obecnie prysznice przechodzą renowacje, więc nici z wodnych kąpieli. Ale, za to mieli ładną tabliczkę informacyjną:

Tabliczka prysznic

Camping

Dzień zmierzał powoli ku końcowi. Postanowiliśmy udać się w kierunku naszego nowego miejsca campingowego o nazwie North Joshua BLM.

Mieliśmy do niego jakieś 11 kilometrów, ale przez bardzo wyboistą drogę, jechaliśmy tam conajmniej 30 minut. Po drodze często mijaliśmy skupiska urokliwych skrzynek pocztowych.

skrzynki pocztowe

Gdy w końcu dotłukliśmy się na miejsce naszego kolejnego noclegu, naszym oczom ukazał się rozleeeeeeeeeeegły płaski teren, z popękaną ziemią, paroma krzaczorami i wzgórzami w oddali. Na podobny pomysł noclegu w tym miejscu, wpadł jeszcze kierowca kampera oraz jeepa. Właściwie, to mogliśmy rozbić się gdziekolwiek, teren był ogromny. I piękny! Pojawił się jednak pierwszy minus, bo strasznie tam wiało. Doświadczeni poprzednią wietrzną nocą, wiedzieliśmy, że cieżko przy takim telepaniu namiotu spać.

A naprawdę chcieliśmy się w końcu, po trzech słabo przespanych nocach, wyspać!

Zaczęłam powoli rozważać, czy by może nie spędzić tej nocy w motelu… ale Andy był na NIE.

North Joshua BLM
Tu mieliśmy spać.

Gdy tak staliśmy i zastanawialiśmy się, jakby się tu rozbić, podjechał do nas wąsaty Pan w małym samochodziku, przypominający wózek golfowy, tylko że z wielkimi oponami. Spytał nas czy zamierzamy tu nocować i ostrzegł, że gdy zacznie padać, to mamy stąd od razu uciekać, bo nawet ciągnik nas nie wyciągnie. Takie powstaje tam błocko.

Gdyby nie ostatnia noc, to pewnie nie do końca byśmy się tym przejęli, no bo gdzie na takich suchościach i pustyniach dookoła, ma padać deszcz. Woda z nieba musi być tu jakąś anomalią.

Wzięliśmy do serca jednak te ostrzeżenia i nawet Andy przystał na to, że motel to nie taki zły pomysł. Długo się nie zastanawialiśmy i odjechaliśmy z tego miejsca prędziutko. Zarezerwowaliśmy w drodze pokój w pobliskim, dość tanim motelu, bo noc kosztowała nas $55.

motel

Prysznic, łóżko, dach, krzesło i wi-fi – co za luksusy! To by było na tyle tego dnia, który zakończył się pięknym zachodem słońca.

Joshua Tree zachód słońca z okna motelu
Share

1 Response

  1. Listopad 12, 2019

    […] pani z naszej wypożyczalni, zmartwiona wiadomością jaką zostawiliśmy jej na skrzynce głosowej (poprzedni post). Powiedziała, że śmiało mamy iść do mechanika i że pokryją wszelkie koszta. Dopytała […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *