Jezioro Waikaremoana – czyli gdybym wiedziała, to bym nie pojechała

Jezioro Waikaremoana Lake Waikaremoana

Przeprowadzony przeze mnie proces tworzenia listy miejsc do odwiedzenia w Nowej Zelandii, nie był zbyt wyszukany. Selekcja opierała się głównie na oglądaniu zdjęć i ocenie, czy widok przedstawiony na fotce jest godny znalezienia się na liście, czy nie. W ten sposób Jezioro Waikaremoana trafiło do mojego zestawienia.

Moim usprawiedliwieniem na tak frywolny dobór lokalizacji był czas. Dla wielu ten czynnik, to główne ograniczenie podróżniczych fantazji, a ja miałam go sporo w zanadrzu. Poskutkowało to nie tylko przeładowaniem mojej listy z miejscówkami do odwiedzenia, ale również słabym research’em na temat np. dojazdu do tych atrakcji.

O Tak! Dojazd do Jeziora Waikaremoana, to jest niezła przeprawa!

Ale po kolei!

Jezioro Waikaremoana było kolejnym punktem naszych wojaży po odwiedzeniu Napier (o wizycie w tym mieście przeczytasz TUTAJ). Po drodze odwiedziliśmy miejscowość Wairowa, czyli ostatnie w miarę cywilizowane miejsce przed dotarciem do naszej destynacji. Skorzystaliśmy z okazji i wzięliśmy prysznic na tamtejszym basenie (3 dolce za osobę) oraz wszamaliśmy pizzę na głównej ulicy, która o godzinie 16.30 była już totalnie wymarła. Nie żeby to było coś nietypowego. W większości nowozelandzkich aglomeracji, centrum miasta zamiera po godzinie 16-tej, bo to do tej godziny zwykle otwarte są sklepy i kawiarnie. Nie zamykają się jedynie większe supermarkety i bary na zasadzie take away, czyli fish&chips, indyjskie jedzonko, czy właśnie małe pizzerie. Okazuje się, że pracując w kawiarni, czy w sklepie, można mieć normalne godziny pracy i w dodatku często wolne weekendy! Super sprawa dla pracowników usług, trochę gorzej dla klientów, ale wydaje mi się, że wszyscy są tutaj przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy.

Jezioro Waikaremoana – parę informacji

Na początek skupmy się na samej nazwie, która może Ci się wydać dziwna, jeżeli nie siedzisz za bardzo w nowozelandzkich klimatach. Miano to pochodzi z języka maoryskiego i po przetłumaczeniu oznacza ‘morze falujących wód’. Maorysi mają wiele historii i mitów na temat różnych miejsc w Nowej Zelandii. Jezioro Waikaremoana powstało wg nich przez potwora, który starając się dostać do oceanu wyżłobił właśnie ten akwen. Oczywiście opisałam to w dużym skrócie. Jeżeli interesują Cię tego typu historie, to możesz całą opowieść przeczytać TUTAJ.

Jezioro Waikaremoana Lake Waikaremoana

Jezioro Waikaremoana, to najgłębsze jezioro na północnej wyspie – 256m głębokości. Swoją popularność zawdzięcza szlakowi o takiej samej nazwie, Lake Waikaremoana Great Walk. To 44-kilometrowy trek, który otacza południową i zachodnią część jeziora. Przejście go zajmuje około 3-4 dni. Wspomniałam przed chwilą o jego popularności… W sumie jest to najmniej popularny Great Walk (a te cieszą się zawsze dużą popularnością) ze wszystkich.

Great Walk’i (Wielkie Szlaki), to kilkudniowe trasy po najpiękniejszych zakątkach Nowej Zelandii. Są to obszary zwykle bardzo dobrze przystosowane pod turystyczne wymagania. Najczęściej należy je planować ze sporym wyprzedzeniem, ponieważ miejsca w schroniskach na trasie są ograniczone i trzeba je zarezerwować.

Dlaczego Lake Waikaremoana Great Walk jest mało popularny?

Bo droga do Jeziora Waikaremoana to nie jest to, co samochodziki lubią najbardziej (ludzie też)

Paręnaście kilometrów za Wairowa stoi znak informujący, że kolejne 50km do Jeziora Waikaremoana będą drogą gruntową. Spoko, damy rade. Gdy dojechaliśmy już w okolice naszej destynacji, tam również nie czekało na nas nic innego, jak droga gruntowa. Kiedy opuszczaliśmy jeziorko i kierowaliśmy się w kierunku Rotorua, ponownie przywitała nas droga gruntowa, jakieś 70km. Podsumowując, zrobiliśmy jakieś 150km po drogach gruntowych. Nasz samochód po tej przeprawie był cały uwalony, ba! nawet w bagażniku i w środku mieliśmy pył. Gdyby ktoś nas poklepał po plecach, pewnie by się od nas nieźle pyliło.

Zaobserwowaliśmy ciekawe zjawisko na tych drogach. Co jakiś czas na trasie spotykaliśmy odcinki asfaltowe. Czasem 50 metrów, czasem 100 metrów. Takie kawałki porozrzucane trochę bez składu i ładu. Jednak za każdym razem, gdy wjeżdżaliśmy na taki odcinek, rozkoszowaliśmy sekundami ciszy i jazdy bez trzęsienia :D.

Jezioro Waikaremoana – nasze doświadczenia

My, nad Jezioro Waikaremoana nie przyjechaliśmy robić great walk’u. Chcieliśmy tylko zobaczyć okolicę, spędziliśmy tam w sumie 1 dzień. Osobiście uważam, że jeżeli nie planuje się robić Lake Waikaremoana Great Walk, to raczej bez sensu jest się tam zapuszczać. Jest to też spoko miejsce na łowienie ryb, czy żeby odpocząć sobie parę dni nad jeziorkiem. Natomiast na krótkie zwiedzanie okolicy nie warto. Nie warto, bo ta droga gruntowa i nie warto, bo jest dosyć na uboczu i trzeba nadrabiać drogi. Oczywiście, to moja subiektywna opinia, może trochę księżniczki na ziarnku grochu, ale… W końcu zawsze chciałam być księżniczką. 😀

Jezioro Waikaremoana – co zobaczyliśmy

Jak tylko przyjechaliśmy w okolice Jeziora Waikaremoana udaliśmy się na punkt widokowy o nazwie Lou’s Lookout. Co ciekawe, nie ma obok żadnego parkingu. Jest jedynie mała zatoczka, na której zmieszczą się maks 3 samochody, a gdyby zaparkować tam postanowił campervan, to dla nikogo innego nie byłoby miejsca. Dziwne. Droga na Lou’s Lookout zajmuje jakieś 30 minut. Trasa nie za trudna, ścieżka jest dobrze przygotowana, ale idzie się pod górę. Na końcu szlaku znajduje się platforma widokowa, z której rozpościerają się piękne widoki na Jezioro Waikaremoana i, chciałoby się powiedzieć, park wokół niego… tylko, że obszar jeziora parkiem nie jest, bo jest osobą

Lou's Point Jezioro Waikaremoana Lake Waikaremoana

Od 1953 do 2014 roku tereny te należały do Parku Narodowego Te Urewera. Ale jak wspomniałam, teraz ten obszar jest traktowany jako osoba (a przynajmniej ma takie prawa) i znajduje się pod opieką plemienia Tūhoe. Nie ma we mnie duszy filozofa, ani kulturoznawcy, więc słysząc takie informacje mówię ‘okej’ i idę dalej…

Skoczyliśmy sobie do Visitor Center, czyli do informacji turystycznej po mapkę okolicznych atrakcji. Miejsce to różniło się trochę od innych VC, które odwiedziliśmy, ponieważ podłoga tam była wypolerowana i świecąca się jak psie jajca i wejść można było tylko bez butów. Przy okazji obczailiśmy ceny na małej stacji benzynowej znajdującej się obok. Spodziewaliśmy się zaporowych cen, ale zostaliśmy miło zaskoczeni. Cena za litr była jedynie o około dolara droższa niż normalnie, więc całkiem spoko!

Co za dużo wodospadów, to nie zdrowo

Jako że nie robiliśmy Lake Waikaremoana Great Walk, to co nam pozostało do zobaczenia?

WODOSPADY!

A wodospadów park, tfu! OSOBA Te Urewera, ma całkiem sporo! My zobaczyliśmy 5 sztuk. Wierzcie lub nie, ale w pewnym momencie już nawet wodospady nie robią wrażenia, jeżeli widzi się ich dużo i często. Wyspa północna Nowej Zelandii jest usiana wodospadami więc i nas dopadła w pewnym momencie choroba zblazowania o nazwie za dużo i za często. Co nie zmienia faktu, że wodospady były bardzo ładne, o proszę:

wodospad Jezioro Waikaremoana

Te Urewera
wodospad Te Urewera Jezioro Waikaremoana

Ścieżki prowadzące do wodospadów są krótkie i łatwe, tzw. emerycki poziom trudności. Co ciekawe, podczas naszego pobytu, właśnie tę grupę wiekową spotykaliśmy najczęściej.

Rosie Bay Campsite

Noc spędziliśmy nad brzegiem Jeziora Waikaremoana, a dokładnie na darmowym campingu Rosie Bay Campsite. Miejsce z ładnymi widokami, no i wielką wanną (czyt. jezioro), która jest zaraz obok. Droga na kemping jest dosyć wyboista, ale skoro nasz staruszek, który kwiczy nawet na leżącym policjancie, dał radę, to każdy da! Kibelek typu long drop i to byłoby na tyle.

Rosie Bay Campsite Te Urewera
Jezioro Waikaremoana
Lake Waikaremoana
Widok z camingu Rosie Bay Campsite

Najlepsze na koniec

Podobnie jak podczas obiadu, najlepsze przyszło na koniec. Naszym deserem było stadko małych świnek z mamą świnkową, które spotkaliśmy na drodze z Jeziora Waikaremoana do Rotorua (na asfalcie, gdzieś pomiędzy drogą gruntową, a drogą gruntową). Pocieszne prosiaki możesz zobaczyć na moim vlogu, który znajduje się TUTAJ albo w dole tego posta. Chociażby po to, żeby zobaczyć tę wesołą gromadkę, było warto ruszyć 4 litery w te okolice. Ogólnie na tej trasie panują bardzo swojskie klimaty. Spotkaliśmy Pana, który biegał za swoim uciekającym koniem, krowę stojącą na środku jezdni i kury, które też postanowiły spędzić swój wolny czas na drodze.

świnki prosięta
Jezioro Waikaremoana

Share

1 Response

  1. 24 stycznia, 2021

    […] ostatnie 10km wiedzie droga gruntowa. O tym jak kocham drogi gruntowe, mogłeś/aś przeczytać w moim poprzednim poście. Pierwsze kilometry trasy wiodą leniwie pod górę, po leśnej ścieżce. Kolejny etap, to […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *