Zwiedzanie Auckland – NZ Road Trip #1

Zwiedzanie Auckland
Tym postem zaczynam opis naszej wycieczki po Nowej Zelandii! Po kilku miesiącach pracy w nowozelandzkim hotelu, znajdującym się przy Tongariro National Park, stać nas w końcu było na kolejne podróżnicze wojaże! Pierwsze na ruszt wrzucamy zwiedzanie Auckland!

JEŻELI JESTEŚ CIEKAW PLANU NASZEJ PODRÓŻY, TO ZNAJDZIESZ GO TU – PÓŁNOCNA WYSPA ORAZ POŁUDNIOWA WYSPA (w przygotowaniu)

JAK PODRÓŻUJEMY?

Zanim przejdziemy do sedna i weźmiemy się za zwiedzanie Auckland, opowiem Ci krótko, w jaki sposób podróżujemy.

Środek transportu? Samochód!

Miejsce noclegu? Samochód!

Kupiliśmy w Nowej Zelandii samochód – Toyota Estima Lucida, rocznik 1998. To autko robi za nasz śpiwóz! W dużym skrócie – zamiast siedzeń na tyle, mamy materac, a w bagażniku posiadamy małą kuchenetkę. Niebawem nasz dyliżans przedstawię Ci bardziej dogłębnie w innym poście. 🙂

Podróżujemy budżetowo, a posiadanie takiego autka jest idealnym rozwiązaniem, jeżeli nie chcemy tracić grubej mamony na noclegi!

Nasz rydwan - Zwiedzanie Auckland

W DROGĘ!

Podróż zaczęliśmy w miejscowości Putaruru, bo to nasza baza wypadowa. Do Auckland mieliśmy około 200km, czyli jakieś 2 godziny drogi. Po drodze zatrzymaliśmy się we wiosce o nazwie Pokeno, aby wsunąć lody! Pokeno jest znane Nowozelandczykom, jako miejsce, gdzie można wybierać spośród wielu smaków lodów (np. churro!) i to w przyzwoitych cenach (za trzy wielkie gały życzą sobie 4 dolary). Wybór był faktycznie bardzo duży, a gałki ogromne! Ja wybrałam smak banana w czekoladzie, miętowe i słony karmel. Lody nie są “samorobne”, pochodzą z firmy Tip Top – nowozelandzkiej marki lodów… czyli prawie jak samorobne! 😀

ZWIEDZANIE AUCKLAND

Jeszcze tego samego dnia udaliśmy się do centrum handlowego Sylvia Park. Było to dla nas dosyć spore wydarzenie, bo prawie od roku nie byliśmy w dużym mieście, a co dopiero na shoppingu. Była to też okazja, aby zobaczyć jak wyglądają nowozelandzkie centra handlowe. W sumie wiele się nie różnią od tych naszych. Są jednak mniejsze i mają oczywiście inne sklepy. Z europejskich, popularnych marek odzieżowych widziałam chyba tylko Zarę i H&M.

Po wizycie w mekce konsumpcjonizmu, musieliśmy znaleźć miejsce noclegu. W poszukiwaniu miejsc do spania służyły nam głównie takie aplikacje jak Camper Mate, czy Rankers Camping NZ. Tego dnia te apki nie wiele nam jednak pomogły, ponieważ twierdziły, że darmowych miejsc do spania w Auckland NIE MA! Udało nam się znaleźć jednak spocik za darmoszkę i dam Ci nawet cynk gdzie!

Okolice Panmure, ulica Kings Rd, zaraz obok Panmure Yacht And Boating Club. Znajduje się tam parking, a obok kibelek. To właśnie tam! Nikt się nas nie czepiał, było nawet parę innych osób, co wpadły na podobny pomysł co my. Nie biorę jednak odpowiedzialności, za Twój ewentualny mandat, bo to miejsce jednak nie jest oznaczone jako miejsce noclegu… ale też nie ma żadnej informacji, że nie można tam spać! 😀

Dzień w deszczu

Pierwsza noc w samochodzie przebiegła całkiem nieźle, trochę budziliśmy się w nocy, ale czuliśmy się zdecydowanie milej i bezpieczniej niż w namiocie. Niestety kolejny dzień przywitał nas deszczową pogodą… Mieliśmy spotkać się z naszym kolegą z Francji, z którym pracowaliśmy w hotelu. Po roku odcięcia od porządnego europejskiego pieczywa (tutaj mają głównie jakieś gąbki pełne powietrza), poszliśmy do małej francuskiej knajpki (L’atelier du fromage), na dobry chlebuś. Jak tylko się tam pojawiliśmy, okazało się, że właśnie sprzedali wszystkie bagietki… XD OCZYWIŚCIE! Zamówiliśmy, więc Croque-Monsieur – zawsze jakiś chleb! 😀

W związku z deszczową pogodą, szukaliśmy schronienia pod dachem. W ten sposób wylądowaliśmy w kolejnych centrach handlowych (Wesfield i inne takie). Muszę jednak przyznać, że przy naszych, polskich sklepowych molochach one nawet nie stały. To mnie trochę zaskoczyło, bo po Auckland (największe miasto w NZ, w którym mieszka prawie 1/3 całej nowozelandzkiej populacji), spodziewałam się konkretnych centrów, gdzie w jednym miejscu znajdę wszystko.

Podczas postoju na kawę,w jednej z kafejek w kompleksie handlowym, postanowiono przeprowadzić ćwiczenia awaryjne, w razie trzęsienia ziemi. Nakazano nam przez około 3 minuty siedzieć pod stolikiem. Co jak co, ale takich ćwiczeń, to my w Polsce nie mamy. 😀

Auckland War Memorial Museum

Zwiedzanie Auckland - Auckland War Memorial Museum

Kolejnym miejscem, w którym staraliśmy się schronić przed deszczem, było Auckland War Memorial Museum. Nie przepadam za muzeami typu ‘eksponat-tabliczka z informacją’, a to muzeum w dużej mierze takie właśnie jest. Znajdziemy tam parę interaktywnych i multimedialnych ekspozycji (np. symulacja trzęsienia ziemi), ale jakoś mnie nie porwały. Muszę jednak przyznać, że fajowo było obejrzeć eksponaty z tej części świata – jakieś słomiane spódniczki, zbroje wykonane przez wyspiarzy z Oceanii itp. Jednak było to dla mnie atrakcją na 5 minut, potem staje się nudno. Natomiast jeżeli interesuje Cię historia tej części świata i lubisz ‘tradycyjne’ muzea, to na pewno Ci się tu spodoba. Samo muzeum znajduje się na wzgórzu, z którego można podziwiać piękny widok na Auckland. Chociażby z tego powodu warto tam zajrzeć.

Zwiedzanie Auckland tego dnia, zakończyliśmy w irlandzkim PUBie na Queen Street. Aby tam dotrzeć, musieliśmy się przejść ulicą K-Road. Przypomniały mi się wtedy trochę czasy Vancouver, ponieważ ta ulica była pełna w osoby pod wpływem alkoholu/narkotyków, leżące na ulicy, sikające bez skrępowania na latarnię, czy drące się w niebogłosy.

Na nocleg udaliśmy się w to samo miejsce, gdzie spaliśmy poprzedniej nocy.

Zwiedzanie Auckland – dzień drugi

O poranku kolejnego dnia przywitało nas słońce. Całe szczęście! Pierwszym punktem programu było wejście na szczyt Mt Eden (196 m), z którego rozpościera się piękny widok na centrum Auckland i okolice. Mt Eden, to wygasły już wulkan. W sumie w okolicach Auckland znajdują się aż 53 wulkany!

Trochę niżej szczytu góry, znajduje się mały parking (bezpłatny). To idealny sposób, aby skrócić sobie wędrówkę na samą górę wulkanu. Widok z Mt Eden możecie zobaczyć na zdjęciu tytułowym tego postu albo w moim filmiku z Auckland.

Podziwiając widoki na miasto, dostrzegliśmy nieopodal dwa mopsiki (jesteśmy fanami mopsów) na spacerze. Pognaliśmy szybko w ich kierunku i tak oto, dorobiłam się zdjęcia z dwoma gwiazdami :D.

Centrum Auckland

Potem udaliśmy się w kierunku centrum miasta. Zaparkowaliśmy w uliczkach odchodzących od Ponsonby Sreet, ponieważ parking na nich był bezpłatny. Sama Ponsonby Street to przyjemna uliczka z knajpkami i sklepami oraz dosyć ciekawą architekturą. Andy zatrzymał się na niej, aby skonsumować śniadanie w Burger Fuel (to nowozelandzka sieć restauracji specjalizujących się w burgerach).

Naszym celem była Queen Street. Aby się do niej dostać musieliśmy przejść się ponownie wcześniej wspomnianą K-street. Za dnia prezentowała się znacznie lepiej, ale nadal była pełna osób, które zbłądziły w pewnym momencie swojego życia. Zatrzymaliśmy się tam w kawiarni, bo dzień bez kawy to dzień stracony! Wsunęłam również donuta z dżemorem, który nawet był podobny w smaku do pączka.

W końcu dotarliśmy na Queen Street. Najważniejsza ulica w Auckland i najdroższa w całej Nowej Zelandii. Całkiem przyjemna, pomimo że pełna ludzi. Ulica, na której budowle z XIX wieku łączą się z nowoczesnymi wieżowcami. Bardzo mi się tam spodobało. Słoneczne Auckland zdecydowanie przypadło mi do gustu! Kręcąc filmik zupełnie zapomniałam o wykonywaniu zdjęć, dlatego żeby zobaczyć jak ona wygląda, zapraszam do mojego filmiku.

Queen Street kończy się przy nabrzeżu, które akurat było w remoncie, więc nie do końca mogliśmy poczuć nadmorski vibe. Potem udaliśmy się do najwyższego budynku w mieście (jak i w całej NZ), którym jest Sky Tower (328m). Służy ona głównie za wieżę radiową i widokową. Oczywiście aby wjechać na górę trzeba zapłacić (około 32 dolary), na górze znajduje się również restauracja. Nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, ponieważ uznaliśmy, że 30-to dolarowa jazda windą, nie jest tego warta. Zresztą, mieliśmy już ładny widok na Auckland z Mt Eden.

Czas na powrót

Po długim spacerze, nadszedł czas aby zakończyć zwiedzanie Auckland. Zaczęliśmy kierować się w kierunku samochodu. Nie zważaliśmy za bardzo na ulice, którymi się poruszamy. W ten sposób trafiliśmy na drugą niespodziankę dnia – Europejski Sklep. Nie żeby taki sklep był czymś wyjątkowym (bo takich jest kilka), ale ten sprzedawał Nimm2!!!!!!! Moje ukochane cukierki! Których nie mogłam znaleźć ani w Kanadzie, ani przez cały mój dotychczasowy pobyt w NZ. Skoro sprzedają tutaj Nimm2, to jestem gotowa tutaj zamieszkać! Dorzuciliby Śmiejżelki, to już w ogóle byłoby idealnie <3.

Tego dnia opuszczaliśmy Auckland. Kolejnego dnia chcieliśmy odwiedzić plażę w Piha, dlatego zdecydowaliśmy się na nocleg po za granicami miasta. Znowu nie mogliśmy znaleźć nic darmowego, ale na Campermate znaleźliśmy jakiś camping, który był relatywnie tani i miał prysznic. Żeby do niego dojechać trzeba było zboczyć dosyć mocno z trasy na Piha, dlatego w połowie drogi na miejsce, po zauważeniu parkingu zaraz przed miasteczkiem Parau, postanowiliśmy tam przenocować. Nie byliśmy pewni, czy możemy tam spać. Jednak ze względu na to, że nasze auto ma certyfikacje Self-Contained (co oznacza w skrócie, że mamy swój kibel i większe możliwości freedom campingu), to postanowiliśmy zaryzykować…

Zapraszam do obejrzenia Vloga z wizyty w Auckland <3

Share

1 Response

  1. 30 października, 2020

    […] miast, nauczyłam się dosyć szybko. Pierwszą lekcją było Hamilton, potem np. Tauranga, a w ostatnim poście miałam okazję odwiedzić Auckland. Auckland, pomimo że najbardziej miastowe z tutejszych miast, […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *